Pietro basenów oceanicznych
Baseny oceaniczne, wbrew pozorom, mają równie różnorodną rzeźbę jak kontynenty.Gdy spadek stoku kontynentalnego zaczyna stawać się coraz łagodniejszy rozpoczyna się basen oceaniczny. Baseny te, są często nazywane również głębiami. Typowe baseny oceaniczne znajdują się na głębokości od 4 do 6 km i zajmują one ok. 70% dna oceanicznego i aż ok. 50% powierzchni całej planety. Dawniej sądzono, że dna oceaniczne to po prostu ogromne równiny bez specjalnie ciekawych form rzeźby. Dziś wiemy jednak, że jest zupełnie inaczej. Dno oceaniczne jest niesamowicie zróżnicowane, nie mniej niż powierzchnia kontynentów. Wyróżniamy tam wiele gór podmorskich i grzbietów śródoceanicznych. Niektóre góry są takie wysokie, że wystają ponad powierzchnię wody tworząc w ten sposób znane nam wyspy. Oceaniczne pasma górskie potrafią ciągnąć się nieprzerwanie tysiącami kilometrów. Dna oceaniczne są również porozcinane tzw. rowami oceanicznymi. Są to dość wąskie, ale bardzo głębokie rozpadliny. Ich głębokość wynosi od 8 do aż 11 km. Największym znanym rowem oceanicznym jest Rów Mariański, którego głębokość wynosi ok. 11022 m. Obszary lądowe, które znajdują się poniżej poziomu morza.Na naszej planecie występują również obszary lądowe, których dno znajduje się już pod poziomem morza. Obszary te występują oczywiście jedynie w głębi lądu i nie można do nich zaliczać oceanów. Takie obszary, położone poniżej poziomu morza, nazywane są depresjami. Są to zazwyczaj różnego rodzaju uskoki tektoniczne. Niektóre depresje powstały również w skutek działalności człowieka, poprzez osuszanie dna morskiego. Największą depresją na świecie, która znajduje się właśnie w takim uskoku tektonicznym, jest Morze Martwe. Jego lustro wody znajduje się 397 m p.p.m. Inne rozległe obszary depresyjne znajdują się w Europie na Nizinie Nadkaspijskiej oraz w Holandii. To właśnie w Holandii do powstania depresji obszarowych przyczynił się sam człowiek. Istnieje również pewna odmiana depresji zwana kryptodepresją. Są to depresje w pewnym sensie ukryte. Np. jeziora, których dna znajdują się poniżej poziomu morza, ale samo lustro wody znajduje się jeszcze ponad jego poziomem. Najlepszym tego przykładem jest jezioro Bajkał. Jego dno znajduje się na głębokości 1165 m p.p.m., a ogólna głębokość jeziora wynosi 1620 m. Oznacza to, że lustro wody znajduje się na wysokości prawie 500 m n.p.m.
Gdy uderza piorun, olbrzymia iskra statycznej energii elektrycznej przeszywa atmosferę z prędkością 90 mln km/h, a prąd o napięciu miliarda Woltów rozdziera powietrze i jednocześnie powstają fale świetlne. Widzimy wspaniały pas błyskawic, przecinający niebo. Powietrze rozgrzewa się do temperatury ponad 27 tyś. stopni Celsjusza. Jego objętość zwiększa się tak gwałtownie, że dochodzi do eksplozji i słyszymy ogłuszający grzmot. Wszystko to dzieje się w ułamku sekundy, nawet osiem milionów razy dziennie. Jest to jedno z najczęściej występujących i najłatwiejszych do zaobserwowania zjawisk naturalnych, ale jednocześnie jest jednym z najbardziej niezrozumiałych fenomenów. Znacznie więcej wiemy na temat tego, jak eksplodują gwiazdy po drugiej stronie galaktyki, niż jaki jest mechanizm działania piorunów tuż nad naszymi Glowami. Naukowcy za pomocą wszelkich dostępnych środków starają się obserwować pioruny w coraz to nowy sposób i odkrywają coraz większą moc tego zjawiska. Moc jednego pioruna posiada niewielka elektrownia atomowa. Gdy promieniowanie kosmiczne porusza się w atmosferze, natychmiast narusza molekularną strukturę powietrza. W ten sposób powstają promienie X, czyli elektromagnetyczne fale promieniowania, które można zmierzyć. Wysnuwa się teorie, że promieniowanie kosmiczne może być brakującym elementem w układance, dotyczącej piorunów. Jest to jedynie teoria, przez większość uważana za odważną spekulację. Przyrządy pomiarowe rejestrowały wzrost promieniowania X dokładnie w chwili, gdy uderzył piorun. Pomiary wykonywane przy kolejnych wyładowaniach wskazywały na taką samą zbieżność zjawisk. Zatem jest pewność, że coś musiało zmienić strukturę molekularną powietrza i mogło to być promieniowanie kosmiczne. Przez wiele dziesięcioleci zakładano, że piorun jest zwykłym wyładowaniem elektrycznym, a przeprowadzone badania wskazują, że było to błędne przekonanie. Zjawisko powstawania iskry w chmurach jest zbyt szybkie, by można było je zmierzyć. Kanał elektrycznego ładunku ujemnego wysuwa się od podstawy chmury, przemieszcza się w stronę ziemi gwałtownymi skokami, a każdy trwa zaledwie 50 milionowych sekundy. Taki sam ładunek elektrostatyczny jak piorun, można stworzyć sztucznie. Aby ładunek elektryczny pioruna pokonał drogę 180 km musi mieć na pięcie o ogromnej liczbie wolt, liczonej w milionach, a nawet w miliardach. Burze są gwałtowne, a pioruny w żaden sposób nieprzewidywalne. Naukowcy nie mogą zbliżyć się do pioruna, ale próbują ściągnąć go do siebie. Wykorzystywano nawet błyskawice inicjowane przez rakiety, którym można wskazać czas i miejsce uderzenia. Wystrzelona rakieta ciągnie za sobą miedziany drut, który staje się przewodnikiem dla pioruna, a z burzowej chmury spływają na ziemię miliony woltów elektryczności. Za pomocą nagromadzonych w czasie eksperymentów danych, naukowcy starają się ustalić, w jaki sposób pioruny przemieszczają się w powietrzu, szukając odpowiedzi w kosmosie. Gdy w kosmosie wybucha gwiazda, w przestrzeń zostają wysłane miliony naładowanych cząsteczek z prędkością zbliżoną do prędkości światła, by wreszcie dotrzeć na ziemię. Próbuje się powiązać promieniowanie kosmiczne z tym, jak pioruny przemieszczają się w powietrzu.