Niepokojący hałas
Materiał z jowiszowego pierścienia został wytrącony z jednego z wewnętrznych księżyców.To nie jedyny budulec tego pierścienia: buduje go też pyl, pochodzący z zewnętrznych księżyców. Pierścień ten po woli rośnie, gdy spada na niego nowy materiał. Planeta ma także swe drugie oblicze, które pozostaje dla nas tajemnicą: dlaczego wciąż formują się plamy burzowe? Jedną z nich jest ciemna plama, która widuje się od 1997 roku, a okazała się ona być wielką, złowrogą chmurą, dwa razy większą od Ziemi, zawieszoną nad północnym biegunem Jowisza. Jest też cala gromada innych plam. Znajdywano inne, młodsze krewniaczki wielkiej czerwonej plamy, które pojawiały się i znikały. Istniały owale o wielkości polowy, czy jednej trzeciej wielkości czerwonej plamy i zajmowały ten sam pas szerokości na południowej półkuli. Były tam od lat trzydziestych, gdy amatorzy astronomii obserwowali się ich tworzenie, aż do końcówki lat dziewięćdziesiątych, gdy dwie z nich połączyły się ze sobą. Potem do tej połączonej plamy dołączyła trzecia i teraz jest tylko jedna burza, trwająca już od sześćdziesięciu lat. Pole magnetyczne Jowisza, to ryczące monstrum.Praktycznie „wola’ do nas cały czas. Jowisz ma cały czas coś do powiedzenia: można usłyszeć coś, co nazywane jest rykami lwa, bo ma specyficzny, ryczący dźwięk; można też usłyszeć gwiżdżące tony, albo syki oraz gwizdy, które brzmią w specyficzny sposób. Wszystkie one SA oznakami dynamicznych zjawisk, które dzieją się obecnie w magnetosferze Jowisza. Jeśli zdarzy się nam jechać po opustoszałej autostradzie, to radio, odbierające na falach średnich może przypadkiem złapać dziwne dźwięki, pochodzące z magnetosfery Jowisza. Są impulsy kilkusekundowe, ale występują też długie, rzędu kilku minut. Pojawiają się i znikają co godzinę, bądź dwie. Większość z nich brzmi, jak zwykle zakłócenia, ale raz na jakiś czas można wyłowić coś, jak wznoszący się, albo opadający ton. Niektórzy słuchacze opisywali dźwięki, brzmiące, jak stukanie dzięcioła, albo fale, rozbijające się na plaży, a interpretowane były, jako specyficzny, niepokojący Halas. Rzeczywiście, słysząc, ni stąd, ni zowąd tego typu dźwięki, można się nieźle przestraszyć.
Gdy uderza piorun, olbrzymia iskra statycznej energii elektrycznej przeszywa atmosferę z prędkością 90 mln km/h, a prąd o napięciu miliarda Woltów rozdziera powietrze i jednocześnie powstają fale świetlne. Widzimy wspaniały pas błyskawic, przecinający niebo. Powietrze rozgrzewa się do temperatury ponad 27 tyś. stopni Celsjusza. Jego objętość zwiększa się tak gwałtownie, że dochodzi do eksplozji i słyszymy ogłuszający grzmot. Wszystko to dzieje się w ułamku sekundy, nawet osiem milionów razy dziennie. Jest to jedno z najczęściej występujących i najłatwiejszych do zaobserwowania zjawisk naturalnych, ale jednocześnie jest jednym z najbardziej niezrozumiałych fenomenów. Znacznie więcej wiemy na temat tego, jak eksplodują gwiazdy po drugiej stronie galaktyki, niż jaki jest mechanizm działania piorunów tuż nad naszymi Glowami. Naukowcy za pomocą wszelkich dostępnych środków starają się obserwować pioruny w coraz to nowy sposób i odkrywają coraz większą moc tego zjawiska. Moc jednego pioruna posiada niewielka elektrownia atomowa. Gdy promieniowanie kosmiczne porusza się w atmosferze, natychmiast narusza molekularną strukturę powietrza. W ten sposób powstają promienie X, czyli elektromagnetyczne fale promieniowania, które można zmierzyć. Wysnuwa się teorie, że promieniowanie kosmiczne może być brakującym elementem w układance, dotyczącej piorunów. Jest to jedynie teoria, przez większość uważana za odważną spekulację. Przyrządy pomiarowe rejestrowały wzrost promieniowania X dokładnie w chwili, gdy uderzył piorun. Pomiary wykonywane przy kolejnych wyładowaniach wskazywały na taką samą zbieżność zjawisk. Zatem jest pewność, że coś musiało zmienić strukturę molekularną powietrza i mogło to być promieniowanie kosmiczne. Przez wiele dziesięcioleci zakładano, że piorun jest zwykłym wyładowaniem elektrycznym, a przeprowadzone badania wskazują, że było to błędne przekonanie. Zjawisko powstawania iskry w chmurach jest zbyt szybkie, by można było je zmierzyć. Kanał elektrycznego ładunku ujemnego wysuwa się od podstawy chmury, przemieszcza się w stronę ziemi gwałtownymi skokami, a każdy trwa zaledwie 50 milionowych sekundy. Taki sam ładunek elektrostatyczny jak piorun, można stworzyć sztucznie. Aby ładunek elektryczny pioruna pokonał drogę 180 km musi mieć na pięcie o ogromnej liczbie wolt, liczonej w milionach, a nawet w miliardach. Burze są gwałtowne, a pioruny w żaden sposób nieprzewidywalne. Naukowcy nie mogą zbliżyć się do pioruna, ale próbują ściągnąć go do siebie. Wykorzystywano nawet błyskawice inicjowane przez rakiety, którym można wskazać czas i miejsce uderzenia. Wystrzelona rakieta ciągnie za sobą miedziany drut, który staje się przewodnikiem dla pioruna, a z burzowej chmury spływają na ziemię miliony woltów elektryczności. Za pomocą nagromadzonych w czasie eksperymentów danych, naukowcy starają się ustalić, w jaki sposób pioruny przemieszczają się w powietrzu, szukając odpowiedzi w kosmosie. Gdy w kosmosie wybucha gwiazda, w przestrzeń zostają wysłane miliony naładowanych cząsteczek z prędkością zbliżoną do prędkości światła, by wreszcie dotrzeć na ziemię. Próbuje się powiązać promieniowanie kosmiczne z tym, jak pioruny przemieszczają się w powietrzu.