Wpisy z kategorii Historia

Nowa era

Nowa era Zbyt wiele katastrof nie dałoby szansy na rozwój życia. 4,5 miliarda lat trwało przekształcanie się planety z nagiej skały w świat, jaki dziś znamy. Teraz jednak Płanetę czeka chyba największe wyzwanie, jakim jest człowiek. Nocą światła znaczą naszą dominację na świecie. Spalając paliwa ze skamielin, zmieniliśmy skład atmosfery, a wraz z tym i klimat. Rasa ludzka porusza więcej skały i gleby niż wszelkie procesy naturalne razem wzięte. Żaden gatunek nigdy tak nie dominował na planecie. Nasz wpływ na nią jest teraz tak wielki, że wielu naukowców uważa, iż nadeszła nowa era geologiczna antropozoik, era człowieka. Nasuwa się pytanie, czy zagrażamy naszym warunkom, które czynią naszą planetę tak wyjątkową. Zmieniamy lasy, jak i całą planetę, nie rozumiejąc do końca konsekwencji swych działań. Niszczymy ekosystemy, powodując wyginięcie wielu gatunków roślin i zwierząt. Im badacze więcej dowiadują się o lasach, tym lepiej rozumieją, jak są ważne dla naszej planety. Nie chodzi jedynie o samo życie, jakie w nich jest, ale o usuwanie dwutlenku węgla z atmosfery. Dżungle wchłonęły 25% dwutlenku węgla, jaki produkuje człowiek. Ludzie perfekcyjnie zakłócają działanie systemu, który powstawał przez miliony lat. Nieliczne pozostałości po wielkiej cywilizacji Majów przypominają, że żadna cywilizacja nie jest wieczna. Przypuszcza się, że nasza planeta kilka milionów lat po powstaniu miała swoją „siostrę bliźniaczkę”, Teję. Dwie planety narodziły się na zbieżnej orbicie, czego efektem było katastrofalne zderzenie. Ziemia została, ale Teja została zmieciona, zostawiając toby gruzu na orbicie ziemskiej. Był to pierwszy krok ku stworzeniu się warunków, sprzyjających powstaniu złożonego życia. To nie tylko dlatego, że ziemia przetrwała kolizję, ale wchłonęła część bliźniaczki, stając się znacznie większą planetą. Pierwszym efektem było zwiększenie przyciągania ziemskiego. Bez pola grawitacyjnego atmosfera naszej planety mogłaby powoli wyciekać w kosmos. Na marsie widać co się dzieje, jeśli pole grawitacyjne jest zbyt słabe. Wszystko, co czyni nasz glob wyjątkowym, zależne jest od atmosfery: utrzymuje na plancie, steruje klimatem, dostarcza tlenu, którym oddychamy i chroni nas. Miliony obiektów krążą w kosmosie z ogromną prędkością, a przy takiej ich ilości, nasza planeta powinna znacznie częściej być uderzana. Przy obecnej technice udało się odnaleźć 200 kraterów uderzeniowych. Częściowo przez to, że erozja zaciera ślady, ale i dlatego, że chroni nas atmosfera. Każdy skok ewolucyjny potrzebuje kataklizmu. Można znaleźć wiele śladów takiej katastrofy. Są to między innymi cenoty, głębokie dziury wewnątrz ziemi. Cenoty to olbrzymi kompleks tuneli i jaskiń. W Afryce jest ich setki i kreślą szczególny fragment kręgu pośród dżungli, zaznaczając granice olbrzymiego meteorytu. 65 mln lat temu było to jedno z najbardziej katastrofalnych uderzeń w historii życia ziemi. To właśnie to uderzenie spowodowało wyginięcie dinozaurów. Meteoroid miał 15 km średnicy i był wystarczająco duży, by spowodować zniszczenia na całej planecie. Eksplodował z silą 100 mln ton trotylu, a wybuch wyrzucił w kosmos obłok przemienionej w parę skały, powstał krater w ziemi na głębokość 30 metrów, gdzie miliony lat później powstały cenoty. Po kataklizmie dinozaury były skazane na zagładę, ale nie zginęło wszelkie życie. Pod ziemia ocalał nasz daleki przodek. Trwało to kilka milionów lat, ale w końcu warunki wróciły do normy. Wyginięcie dinozaurów stworzyło warunki do rozwoju nowych gatunków, w tym ssakom, a reszcie i człowiekowi. Patrząc dziś egoistycznie, można stwierdzić, że owa klęska była całkiem dobą rzeczą, dającą nam możliwość życia i rozwoju. Uderzenia były druzgocące dla życia, które wówczas istniało, ale w Werze stymulacji złożonego życia, były błogosławieństwem. Wyginięcie dinozaurów nie było jedyną zmianą, mającą związek z ewolucją. Istnieją dowody, że dinozaury także czerpały korzyści z poprzednich katastrof.

Dwie energie

Dwie energie Mieszanka wysokiej temperatury i tropikalnego wilgotnego powietrza sprawia, że nie są to zwykle chmury. Nazywane one są Cumulonimbusami, a ich wysokość może dochodzić do 13 tyś. metrów, a przemieszczają się z prędkością do 90 km/h. 13 tyś. metrów to wysokość dwukrotnie przewyższająca lot samolotu pasażerskiego. Naukowcy przypuszczają, że cumulonimbus działa jak gigantyczna prądnica. Wewnątrz obłoku maleńkie kropelki wody unoszą się do góry, tam zamarzają i opadają w postaci lodu i ocierają się o siebie. Naładowane elektrycznie cząsteczki przekazują sobie ładunek; drobiny wody i lodu, które były elektrycznie obojętne uzyskują ujemny, bądź dodatni ładunek. Cząsteczki naładowane ujemnie opadają, a dodatnie unoszą się i przeciwstawne ładunki zostają oddzielone. Kiedy ponownie się złączą, uderzy piorun. Tyle właśnie mówi teoria, ale prawdziwa rzeczywistość jest jeszcze bardziej dziwniejsza. Powietrze nie jest dobrym przewodnikiem i ładunek elektryczny nie może łatwo przez nie przechodzić. By to się stało, musi dojść do zniszczenia atomowej struktury powietrza, co wymaga miliardów woltów. Jak dotąd nie udało się znaleźć tego olbrzymiego ładunku. Dodatnio naładowane cząsteczki, znajdujące się w ziemi lub ustawionych na nią obiektach są przyciągane w górę przez ujemne ładunki. Chmura burzowa może stworzyć dziesiątki takich ujemnych i dodatnich kanałów. Większość nie łączy się z ziemią, ale jeśli do tego dojdzie, to między ziemią a chmurą przepływa ładunek elektryczny. Piorun przemieszcza się zarówno w górę, jak i w dół. Widzimy rozbłysk w trakcie uderzenia i słyszymy eksplozję. W ciągu kolejnych tysięcznych sekundy ładunek, który pozostał w chmurze przemieszcza się w górę i w dół wytworzonym kanałem. Piorun miota się i uderza kilka razy, a powtarza się to do ośmiu milionów razy dziennie i sto razy na sekundę. Piorun może mieć związek z gwiazdą, która wybuchła po drugiej stronie galaktyki milion lat temu. Oczywiście nie jest to stuprocentowo potwierdzona teoria, ale na podstawie obserwacji i wykonanych badań, można takową wysunąć. Naukowcy mają pełną świadomość, że przyjdzie spędzić im jeszcze wiele czasu, zanim całkowicie odkryją tajemnicę piorunów.